Wypalenie zawodowe może dotknąć każdego z nas. Warto wiedzieć, jak je odróżnić od zwykłego spadku nastroju lub przepracowania.
Wypalenia łatwo można uniknąć - warto wiedzieć na co zwrócić szczególną uwagę.
Coraz więcej z nas myśli o sobie przez pryzmat pracy. Identyfikujemy się z nią. Coraz częściej też przedstawiamy się, mówiąc, jaki wykonujemy zawód: jestem fotografem, inżynierem, gospodynią domową. Nierzadko też tak bardzo się z naszymi obowiązkami identyfikujemy, że zatracamy granice i dystans. A one są niezbędne do utrzymania zdrowej relacji pomiędzy sobą a podejściem do swoich obowiązków. Bo gdy praca przestaje być tylko miejscem albo zadaniem, które mamy wykonać, a staje się podstawą poczucia własnej wartości — warto włączyć alarm. Bo zaczął się czas, gdy sukcesy nas budują i uszczęśliwiają, ale staliśmy się zupełnie bezbronni w obliczu nawet najmniejszych zawodowych porażek.
Urlop to za mało
Najpierw wydaje się, że mamy do czynienia ze zwykłym przepracowaniem. Że wystarczy trochę odpocząć i będzie można wrócić do pracy. Cóż, wrócić może i tak, ale na pewno nie cieszyć się nią jak dawniej. Zespołu wypalenia zawodowego, w przeciwieństwie do przepracowania, nie da się wyleczyć kilkudniowym urlopem. To zjawisko o wiele poważniejsze i bardziej złożone. Porównanie do przepracowania ma się mniej więcej tak samo jak wrzody żołądka do jednorazowej niestrawności.
Psychologowie objawy wypalenia dzielą na trzy grupy. Pierwsze dotyczą naszego organizmu: spada odporność, pojawiają się częste bóle głowy i permanentne zmęczenie. Drugie charakteryzują nasze zachowanie: łatwo wpadamy w złość i często zmienia się nasz nastrój. Trzecie dotyczą odczuć: jesteśmy znużeni, zniechęceni i źli. Wszystkie te objawy mogą występować osobno i mieć różne przyczyny, ale gdy zaobserwujemy je u siebie jednocześnie -powinniśmy stać się bardziej ostrożni. Zwłaszcza, jeśli dodatkowo o swojej pracy myślimy ostatnio z poczuciem rozczarowania...